czwartek, 17 kwietnia 2014

Wiosenne zmiany w kosmetyczce i szafie

Wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy na wiosnę. Teraz czekamy, aż ta wiosna w końcu nadejdzie w pełni - z cudownym słońcem, które umożliwi schowanie kurtek wysoko na strych i zastąpienie ich krótkimi rękawkami i zwiewnymi sukienkami... W związku z nadejściem nowego sezonu także i w mojej kosmetyczne (uwaga, oraz w szafie, ha!) przybyło nieco nowości. Dziś zaprezentuję Wam ich pokrótce.

Podczas ostatniej rozmowy kwalifikacyjnej, która poszła dla mnie bardzo pomyślnie, postanowiłam odpowiednio się nagrodzić! Zaszłam do Hebe, a tam promocja na perfumy, na które długo się czaiłam... Jesus Del Pozo Halloween Fleur.


Już od dawna postanowiłam, że to będą jedne z perfum na okres wiosenno-letni i tak się właśnie stało. Zimą męczyłam wersję Kiss, która również uroczo pachnie. To woda toaletowa dla tych, którzy lubią kwiatowe, lekkie zapachy. Ja jestem totalnie kwiatowa, więc to coś zupełnie dla mnie.

Na ostatnim spotkaniu blogerek we Wrocławiu otrzymałyśmy drobny upominek od firmy Yves Rocher - wodę micelarną oraz serum na rozszerzone pory - Sebo Vegetal.


Jak dla mnie produkt bardzo dobry, lecz nieekonomiczny. Użyłam go kilka razy i zużycie już jest bardzo widoczne (chyba, że podbiera mi go moja siostra, o czym nie wiem!). W każdym razie naprawdę świetnie zwęża pory i minimalizuje świecenie się w strefie T. Idealny produkt na cieplejsze dni. Lekki, szybko się wchłania. Jestem zdecydowanie na tak.

Mój tato pojechał na krótką wycieczkę do USA. Nie obyło się bez prezentów. Zażyczyłam sobie legendarną i wyczekiwaną w Polsce paletkę Urban Decay Naked 3. Mimo że mam w swoich zbiorach mnóstwo cieni, tak te są niezastąpione!


O marce i jakości pisać nie będę zbyt wiele bo recenzji na blogach jest całe mnóstwo no i zapewne wszystkie wiecie o co tu chodzi... Cienie do powiek są bardzo dobrej jakości, pięknie się rozcierają, mieszają i są trwałe.


Z tego, co wiem paleta niestety jeszcze nie jest dostępna stacjonarnie w Polsce, ale wkrótce to zapewne nastąpi. Jeśli ktoś wie coś na ten temat bądź widział już w jakiejś Sephorze tę paletę, to proszę o informację w komentarzu!

I teraz coś, co raczej rzadko tutaj prezentuję, a mianowicie... Ubrania! Przyznam się bez bicia, że mój zakupoholizm kosmetyczny powoli zaczął zmieniać się w zakupoholizm ubraniowy. Widocznie kosmetyków mam aż nadto, stąd ta mała zmiana. W każdym razie ostatnio mijałam Reserved i nie mogłam oprzeć się jednej jeansowej ramonesce...


Co prawda mam już jedną katankę z New Looka, ale ta na tyle mnie urzekła, że bez zbędnego zastanawiania się powędrowałam z nią do kasy. Poza tym ma całkiem ciekawe zapięcie z przodu (nie wiem jak to się fachowo nazywa) i fajny nadruk z tyłu. Same zobaczcie.


Uwielbiam ćwieki, klamry i inne tego typu ozdobniki, dlatego kurtka bardzo wpasowała się w mój gust. No i jest idealna na wiosnę - nawet do sukienki albo spódnicy.

Będąc w Galerii Dominikańskiej nie mogłam przejść obojętnie również obok C&A. Tam ujrzałam cudowną spódniczką, co do której początkowo podeszłam dość sceptycznie. Wzór i materiał podobał mi się na tyle, że powędrowałam do przymierzalni.


Okazało się, że moja figura zmieniła się na tyle, że w owej spódnicy wyglądałam całkiem dobrze - mimo jej długości i kroju. Będzie idealna na już naprawdę cieplejsze dni.


I to by było na tyle jeśli chodzi o wiosennych nowościach w mojej kosmetyczce i szafie. A Wy co zmieniłyście w swoim stylu w związku z nadejściem wiosny?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Po paznokci niemalowaniu przyszedł czas na różowe poruszenie!

Moje paznokcie od dłuższego czasu niestety nie miały się najlepiej. Zmienne warunki atmosferyczne, a także brak nakładania na nie czegokolwiek sprawiły, że ich stan był opłakany. Ja jednak w owym czasie stawiałam na poprawę innych części mojego ciała, ale ostatnio zatęskniłam do seksownych, kobiecych pazurków... Poza tym od marki Kobo otrzymałam do testów kilka sztuk ich najnowszych lakierów, więc trudno było mi się powstrzymać... Prezentowany dziś odcień to Kobo Color Trends nr 137 ANEMONE.


To urocza koralo-malina, która będzie odpowiednia dla większości karnacji. Jest piękny i wesoły, choć na pewno nie jakoś szczególnie oryginalny, bardziej klasyka, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mi przypadł do gustu zarówno ze względu na konsystencję, jak i trwałość. Lakiery marki Kobo dość długo utrzymują się na płytce, pod tym względem jeszcze na żadnym się nie zawiodłam.


Do tego przyjemny w użyciu pędzelek i malowanie to prawdziwa przyjemność. Raz-dwa i pazurki gotowe, uwierzcie. Cenię sobie takie rozwiązania, choć posiadaczki bardzo wąskiej płytki mogą narzekać, choć wbrew pozorom włosie nie jest takie szerokie, jak mogłoby się wydawać.

Do pełnego krycia potrzebujemy dwóch warstw.


Jak widzicie moje paznokcie aktualnie są dość krótkie i skórki nieco suche, ale jakoś je ratuję kremami i innymi cudami, także z dnia na dzień jest coraz lepiej.


A Wam przypadły do gustu lakiery z Kobo? Dodam jeszcze, że możecie je kupić w Drogeriach Natura, które dostępne są na terenie całej Polski. Kosztują ok. 10 zł. Ja generalnie polecam.

PS Mam do Was małe pytanie... Może ktoś z Was będzie się orientował. Mam konto na Imageshack, gdzie wrzucam swoje zdjęcia i fotografie dostępne tutaj są podlinkowane właśnie przez ten serwis. Niestety Blogger wyświetla je w kiepskiej jakości. Jak to zmienić? Z autokorektą już próbowałam...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Relacja ze spotkania blogerek we Wrocławiu!

Obiecałam Wam relację ze spotkania blogerek we Wrocławiu już wczoraj, a piszę dopiero dzisiaj. Ech, zła dziołcha ze mnie, niezdyscyplinowana! :P Ale nadrabiam zaległości.

Dnia 29.03.2014 r. w Grand Cafe we Wrocławiu odbyło się spotkanie blogerek urodowych. Była nas całkiem niezła gromadka. A oto blogerki, które brały udział:


Wszystkie Was super było zobaczyć na żywo i zamienić parę słów :). Co do samego spotkania, to w części oficjalnej gościliśmy kilku przedstawicieli różnych marek, którzy udzielili nam informacji odnośnie samych kosmetyków i ich właściwości, a także przedstawili aktualną ofertę firmy.

Nieoficjalna część to oczywiście drinki, piwka, jedzenie i przepyszny tort, który zaskoczył nas wszystkie! O tyle, o ile sama za tego typu wyrobami nie przepadam bo zwykle smakują jak bita śmietana z dodatkiem plastiku, tak boski blogerski tort przypadł mi do gustu jak żaden inny! ;)

No to teraz czas na kilka fotek, które wykonał brat Daguszki towarzysząc nam przez większość spotkania.







Wypada również wspomnieć o sponsorach spotkania, czyli darczyńców kosmetycznych i innych dobroci, które umilały nam spotkanie! :)


I oczywiście mały rzut na część prezentów, które mi się ostały, których nie ukradła mi mama albo siostra, ha! No i także moi faworyci pośród wielu.




Dodatkowo chciałabym podziękować Daguszce oraz Dominice za zorganizowanie tak fajnego spotkania! :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

O tym, co się zmieniło

Nie było mnie tu już od bardzo dawna, ale uwierzcie mi, że moje życie naprawdę się pokomplikowało. Zwykle tak bywa, że jak już coś się wali, to po całości, ale z drugiej strony może lepiej zaliczyć wszystko od razu, aniżeli dawkować emocje? Jedyne, co wiem to to, że wszystkie te sytuacje dały mi naprawdę dużo do myślenia i zmotywowały do pracy nad samą sobą i o tym w sumie chciałabym Wam dzisiaj napisać. Nie należę do osób, które w kryzysowych momentach swojego życia zamykają się w czterech ścianach i wyją po kątach, więc trochę irytowało mnie wszędobylskie współczucie i pytania pt. Jak się czujesz? Ale wiem, że te osoby naprawdę się o mnie martwiły, więc odpowiadałam zgodnie z prawdą - dobrze :).

Od zawsze marudziłam na stan swojej sylwetki. Zawsze kurna było za dużo tu i ówdzie. I na marudzeniu niestety się kończyło bo w zasadzie byłam zbyt leniwa, żeby cokolwiek z tym zrobić i w sumie nie wiedziałam za bardzo od czego zacząć. Gdy nadszedł kryzysowy moment w moim życiu, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, bo kiedy jak nie teraz? Postanowiłam po prostu ćwiczyć!


Koleżanka załatwiła mi od siebie z pracy kartę Multisport, więc płacąc za nią miesięcznie dość sporo, wykorzystuję ją ile mogę. Jak widać, wydane pieniądze to dla mnie dobra motywacja. Efekty mojego trzymania formy może nie są jakieś spektakularne, ale ja widzę zmianę. Każdy, kto mnie spotyka mówi, że schudłam, zresztą waga i ciuchy mówią to samo. Czuję się lepiej, duuużo lepiej! Cieszę się, bo w końcu coś ze sobą zrobiłam, zaczęłam od tego, co mogłoby mi pójść najlepiej, po prostu zadbałam o siebie.

Moje ćwiczenia na siłowni polegają głównie na spalaniu tłuszczu. Bieżnia, rowerek, orbitrek... To naprawdę działa. Wychodzę zawsze zmęczona, upocona i zziajana, ale naprawdę zadowolona, a przecież o to chodzi, prawda? Wysiłek fizyczny pozwala mi się skupić na samej sobie, dzięki czemu nie myślę o problemach i emocje, które są we mnie nagromadzone umykają gdzieś daleko.

Zapytacie pewnie jeszcze czy stosuję jakąś dietę... Jeśli ograniczenie słodyczy to dieta, to tak, jestem na diecie, ha! Chociaż ostatnio siostra zrobiła fajne muffiny i nie mogłam się oprzeć. No bo dlaczego RAZ na jakiś czas mam sobie odmawiać przyjemności? Przecież pyszne jedzenie też poprawia nastrój i sprawia, że czujemy się dobrze.

Gdy zauważyłam spadek wagi, to i rozmiar poszedł w dół (yeah, o to w końcu chodziło!), w związku z tym zaczęły na mnie dobrze leżeć sukienki, spódnice... Poszalałam jak wariatka i w mojej ubraniowej kolekcji są już trzy nowe sukienki (New Look totalnie mnie urzekł!) i trzy nowe spódnice. Nie mogę doczekać się prawdziwej wiosny, kiedy będę mogła bez obaw, że zamarznę założyć na siebie jedną z moich kiecek :). To naprawdę piękne uczucie, kiedy w końcu czuję się dobrze we własnej skórze. Wiem, że do ideału mi daleko i nawet do niego nie dążę, ale nawet najmniejsze zmiany cieszą jak diabli! Jeszcze tylko nowa praca i będzie idealnie.

I takim oto optymistycznym akcentem kończę tę notkę. Dodatkowo spodziewajcie się dziś późnym popołudniem bądź wieczorem notki na temat spotkania blogerek kosmetycznych we Wrocławiu. Wracam do Was pełną parą! Cieszycie się? ;)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Zmiany i przerwa w blogowaniu

Choć o przerwach prawie nigdy nie piszę, tak teraz czuję się w obowiązku Was o tym poinformować. W związku z pewnymi, bardzo gwałtownymi zmianami w moim życiu, nie wiem czy na gorsze, czy na lepsze, muszę na jakiś czas Was przeprosić, ale prowadzenia bloga będzie na jakiś czas zawieszone. Nie napiszę na jak długo bo sama tego nie wiem.

I to nie kwestia tego, że nie mam czasu bo teraz będę miała go aż nadto i tylko dla siebie, dlatego chcę go w tym najgorszym okresie wykorzystać jak tylko mogę. Muszę przede wszystkim zająć się sobą, zacząć życie od nowa, w inny sposób.

Nie piszę co się stało, ale pewnie się domyślacie. Na dzień dzisiejszy jest mi strasznie przykro z powodu tego, co się wydarzyło w moim życiu. Ale muszę wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski i iść do przodu nie oglądając się za siebie. Życzcie mi powodzenia i szybkiego powrotu do normalności bo póki co tkwię w żalu i rozgoryczeniu. Ech... Życie.

czwartek, 20 lutego 2014

Tango z cukierkiem toffee, czyli o błyszczyku z P2

Jeśli już jesteśmy przy tematyce ust, to dziś pokażę Wam nie kolejną szminkę, lecz błyszczyk! To produkt, który przez ostatnie miesiące najczęściej gościł zarówno w mojej torebce, jak i na wargach. Zakupiłam go podczas ostatnich zakupów w DM, które miałam przyjemność odbyć w grudniu zeszłego roku (kolejny wypad do Goerlitz już w najbliższą sobotę!).


Produkt, który dziś Wam prezentuję jest z marki P2 Cosmetics, czyli jeden z moich DM-owskich faworytów. Zawsze zerkam, co fajnego mają do ust i do paznokci. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich kosmetykach. Błyszczyk pochodzi z serii Pearl + Glow i ma nr 030 TOFFEE TANGO.

Gdy po raz pierwszy na niego zerknęłam nie wzbudził we mnie większych emocji. Dopiero wymuszony wręcz swatch na dłoni i potakiwania koleżanki zmusiły mnie do zakupu. No i nie pożałowałam, ani trochę. Myślę nawet, żeby w najbliższą sobotę zrobić zapas, ale chyba mam za dużo błyszczyków w kolekcji, żeby je dublować. Generalnie ten odcień jest przepiękny, naturalny i dodaje ustom cudownego połysku.


Produkt zapakowany jest w zwyczajną tubkę o pojemności 5 ml. Jedynym mankamentem są ścierające się napisy, ale powiedzmy, że jestem mu to w stanie wybaczyć biorąc pod uwagę, że był częstym gościem mojej torebki lub kieszeni. Aplikator nabiera właściwą ilość produktu już za pierwszym razem. Ponadto pozwala na precyzyjną aplikację kosmetyku.

Wracając jednak do koloru i właściwości... TOFFEE TANGO to taki nude z różowymi i brązowymi tonami. Jest raczej pół-transparentny, co dodaje mu uroku. Ma delikatny, złoty shimmer, który na zdjęciu jest ledwo widoczny, ale jak się przyjrzycie, to na pewno coś zobaczycie. Mimo wszystko jednak daje przepiękny efekt mokrych ust i prezentuje się naprawdę świetnie.


Produkt nie trzyma się jakoś specjalnie długo, ale też nie zjadamy go w ciągu najbliższych pięciu minut. Schodzi równomiernie zostawiając na wargach lekko tłustawy film. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że delikatnie pielęgnuje nasze usta.

Jak dla mnie to kosmetyk, który jest naprawdę świetny. Robi wszystko to, co powinien robić błyszczyk. Do tego ma piękny, naturalny kolor, który będzie pasował właściwie do każdego typu urody i makijażu. Zastanawiam się nad zakupem innych odcieni z tej serii, bo ten naprawdę przypadł mi do gustu i mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć, że to mój ulubieniec ostatnich miesięcy, zdecydowanie.

A Wy jakie lubicie błyszczyki? Macie może coś z kolekcji Pearl + Glow? Jaki inny kolor mi polecacie?

środa, 19 lutego 2014

Mat? Satyna? Golden Rose i Velvet Matte Lipstick

O tych pomadkach huczał już cały Internet. No to i ja pohuczę nieco. Skusiłam się jak każda szanująca się kosmetoholiczka i maniaczka szminek. I choć moje ulubione wykończenie to kremowy błysk, to jednak czasami lubię odbiec od swoich faworytów na rzecz lekkiej odmiany. Prezentowane przeze mnie dziś pomadki to Golden Rose Velvet Matte Lipstick. Poznajcie moich nowych przyjaciół, którzy całkiem niedawno dołączyli do kosmetyczki.


Pomadek sztuk dwie. W odcieniach naturalnych dość, których numerki to 14 i 09. Opakowanie mają proste i eleganckie, do tego całkiem stabilne. Jedyne co mnie drażni to brak próbnika koloru na spodzie (ten sam problem mam ze szminkami z Inglota, muszę każdą po kolei otwierać, kiedy chcę konkretny kolor), ale tak poza tym są całkiem miłe dla oka.


Jak już wspomniałam, kolory które dołączyły do mojej kolekcji to (od lewej) 09 i 14. Pomadki mają mieć satynowo-matowe wykończenie i takie właśnie dają, ale o tym już za moment. Gdy zobaczyłam je po raz pierwszy w Internecie sądziłam, że na pewno będą dość tępe w obsłudze, jak to zwykle bywa z tego typu produktami. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że suną po wargach jak najzwyklejsza w świecie szminka! Do tego nie wysuszają jakoś mocno ust i trzymają się ich naprawdę długo. Oczywiście jedząc i pijąc pozbywamy się ich, ale bez tego trwałość jest naprawdę świetna.

Same kolory również bardzo przypadły mi do gustu. Odcień nr 09 to taki koralowy róż, który idealnie prezentuje się w ciągu dnia. Ma piękne satynowe wykończenie i dodaje całemu makijażowi uroku.


Na powyższym zdjęciu widzicie jak prezentuje się omawiana przeze mnie pomadka. Kolor nie jest typowo matowy, ale na pewno nie błyszczący. Bardzo podoba mi się takie wykończenie i na pewno będę często ją nosić. Jest nienachalne, ale jednak wyraziste.

Numer 14 to trochę inna bajka. W sumie sztyft wyglądał nieco mniej intensywnie. Według mnie to odcień bardziej wieczorowy albo taki, który robi cały makijaż. Zresztą... Sprawdźcie same poniżej.


Ten odcień jest zdecydowanie bardziej fioletowy, w rzeczywistości nieco intensywniejszy i ciemniejszy. Mimo wszystko jednak bardzo mi się podoba. Pomadka dokładnie nałożona pędzelkiem wygląda naprawdę kobieco i elegancko. Poza tym kolor wydaje się być dość oryginalny i przypomina mi trochę szminkę z Kobo z serii Elegance nr 306, ale o mniej błyszczącym wykończeniu.

Pomadki Golden Rose z serii Velvet Matte Lipstick są według mnie bardzo fajnymi produktami, warto kupić chociaż jedną na próbę. To coś dla tych, którym marzy się efekt matu na ustach, ale boją się zgubnych skutków stosowania tego typu pomadek. Polecam! Macie szminki z tej serii? Jakie inne odcienie polecacie?

Szminki i inne produkty Golden Rose możecie kupić w sklepie internetowym GoldenRose-Styl.pl (a od marca pod innym adresem, a mianowicie Beauty-Styl.pl).

wtorek, 18 lutego 2014

Fashion isn't my passon, ale swoje typy na wiosnę 2014 mam!

Dzisiejszy post nie będzie o kosmetykach. Tym razem, już po raz drugi, wypowiem się na temat ciuchów. Chociaż... Wypowiadanie się to zbyt górnolotne określenie, powiedziałabym raczej, że opowiem Wam o tym, co ostatnio wypatrzyłam w sieci i w sklepach, i co według mnie dobrze mogłoby się nosić wiosną. Daleka jestem od dyktowania mody jakiekolwiek na tym blogu, potraktujcie to więc jako niezobowiązującą notkę pełną ochów i achów, a także jako próbkę mojego gustu, a co!

Zacznijmy od butów, które pokazywałam Wam wczoraj na moim FB. Są to szpilki z ćwiekami, z Deichmanna, które mnie urzekły i których ze strachu przed tak cienkim obcasem, nie kupiłam. Ale chyba w końcu to zrobię, no bo na co czekać? Zastanawiam się jeszcze do czego mogłabym je ubrać, ale to już mniejszy problem...


Uwielbiam ćwieki, uwielbiam oryginalny wygląd, a te właśnie takie są. No i kosztują 79 zł. Przeglądając inne produkty w sieci natknęłam się również na inną wersję kolorystyczną, która także przypadła mi do gustu.


Właśnie zauważyłam, że te ćwieki jeszcze są nieco inne, takie bardziej stożkowate, ale równie fajne. Poza tym te mają przecudny kolor typu nude, który zawsze chciałam mieć. No cóż... Nie pozostaje mi nic innego jak obejrzeć jeszcze tę wersję.

Skoro już jesteśmy przy dodatkach, to może przejdźmy do torebek, a raczej torebki, która ostatnio wpadła mi w oko. Kilka dni temu, jadąc autobusem ujrzałam dziewczynę, z pewną uroczą torebką. Nie musiało być żadnego znaczka, żebym wiedziała jakiej firmy jest ten produkt. Parfois! I wszystko jasne... Uwielbiam tę markę za naprawdę niebywałe wzory torebek. Co do trwałości to mam pewne wątpliwości, ale wygląd wynagradza wszystko. I oto, co rzuciło się w moje oczka.


Jestem totalną fanką motywów zwierzęcych. O tyle, o ile nie lubiłam ich będąc nastolatką, tak teraz mam skarpetki z krowami, panterką, telefon z obudową a'la zebra, torebkę z koniem, no i do kolekcji mogłabym mieć z... żyrafą! Piękności!

No to teraz czas na ciuszki. Przeglądając stronę z H&M natknęłam się na dwie koszule, które bardzo wpasowują się w mój gust...


Ta koszulka to coś, w czym do końca nie wiem czy wyglądałabym dobrze, ale jest prześliczna i oryginalna. Fajny ogonek z boku dodaje jej oryginalności. Będąc w H&M muszę ją przymierzyć. Być może umrę ze śmiechu albo zakocham się do tego stopnia, że wyląduje w mojej szafie. Generalnie - zaintrygowała mnie bardzo.


Czy wspominałam już, że lubię zwierzęce motywy? :) Tak, to kolejna rzecz, która totalnie mnie zauroczyła. Koszulka nie ma chamskiego motywu panterki, lecz taki bardziej naturalny, do tego lubię na sobie taki krój i taki materiał. Kolejny ciuszek do przymierzenia w H&M.


Nie jestem pewna czy dobrze wyglądałabym w tego typu spodniach i czy aby na pewno nie są zbyt piżamowe, ale prezentują się naprawdę uroczo. Ten produkt pochodzi ze sklepu C&A, który bardzo lubię i do którego zerkam zawsze, jak tylko mam okazję. Rzadko się zdarza, że wychodzę z niego z pustymi rękoma. Wracając jednak do samych spodni... Kolejny motyw zwierzęcy, tym razem dla kociar.

No i ostatnia sztuka, znowu z C&A.Od razu mówię, że jestem daleka od łączenia elementów sportowych z eleganckimi, ale to, co widzicie poniżej wprawiło mnie o mocniejsze bicie serca. Wygląda naprawdę ładnie.


Spodnie idealne na luźniejszy dzień, na spacer do parku, na focenie w plenerze albo po prostu na to, żeby posiedzieć w domu i poczytać książkę. Jeśli któraś z Was jest odważniejsza może spokojnie ubrać jakieś szpilki w stonowanym kolorze i na pewno będzie prezentować się dobrze. Wszystko jest kwestią odpowiedniego doboru elementów oczywiście.

I to by było na tyle jeśli chodzi o moje cele modowe na tegoroczną wiosnę. A Wy jakie macie typy?

Źródło zdjęć:

poniedziałek, 17 lutego 2014

Orientalnie, z olejami z Zielonego sklepu

Szminki to produkty, które darzę szczególną sympatią. To o tyle fajne kosmetyki, że czasami robią całą robotę w makijażu i wyglądają przepięknie. W swoich zbiorach posiadam całkiem sporo szminek w przeróżnych odcieniach i wykończeniach. Największą miłością darzę jednak pomadki o wykończeniu kremowym, z pięknym połyskiem. Pamiętacie notkę o mazidłach z Zielonego Sklepu? Dziś pokażę Wam szminkę właśnie z tego posta. I choć używam jej krótko, to już zdążyłam sobie wyrobić zdanie na jej temat.

Bohaterem dzisiejszej notki jest szminka z olejkiem arganowym (tak bardzo trendy ostatnimi czasy) marki Bottega Verde w odcieniu nr 120576 ORIENTALNY RÓŻ.


Pomadka zapakowana jest w plastikowe ale dość porządne opakowanie, które nie otwiera się w torebce. Zamykając je słychać wyraźny klik.

Szminka prawie w ogóle pozbawiona jest zapachu. Oczywiście czuć nieco, ale na pewno nie taki typowy babciny smrodek ani też piękny aromat. Ot, neutralny zapach jakiegoś czystego olejku. To, co najbardziej podoba mi się w tym produkcie to konsystencja, maślana wręcz! Od razu widać, że producent nie przesadzał z tym olejkiem arganowym, bo oleistą konsystencję to to posiada, zdecydowanie! Po ustch sunie niczym masło, jak dla mnie ideał pod tym względem. Ponadto na wargach pozostawia piękną warstwę lśniącego koloru...


Krycie jest naprawdę przyzwoite - już po pierwszej warstwie otrzymujemy odpowiednie nasycenie barwy. Sam odcień zaś naprawdę mnie urzekł. Bardzo żałuję, że powyższe zdjęcie nie odzwierciedla do końca jego uroku. W rzeczywistości jest nieco intensywniejszy. To taki typowy koral, trudny do uchwycenia. Na mojej cerze wygląda naprawdę dobrze. Jest idealny na dzień i na wieczór, w zależności od makijażu oka, jaki wykonamy.

Ostatnimi dniami szminkę dość mocno eksploatowałam. Jest naprawdę fajna i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jedynym jej mankamentem jest trwałość. To nie jest zdecydowanie szminka, która trzyma się na naszych wargach cały dzień, ale z drugiej strony nie wysusza. Sądzę, że średni czas utrzymywania się tego produktu ma związek z zawartością olejów, których, jak czuję, jest dość sporo.

A Wy znacie te pomadki? Jaki jeszcze kolor możecie polecić? Ja jestem w nich zakochana i mam ochotę na więcej!

niedziela, 9 lutego 2014

Mazidła z zielonego sklepu

W miniony czwartek miałam przyjemność spotkać się z Anetą - przedstawicielką firmy Betterware. Aneta przekazała mi produkty do testowania i opowiedziała nieco na temat samej marki, która, jak się okazało, prowadzi nie tylko sprzedaż kosmetyków, ale również środków czystości, kawy i urządzeń przydatnych w każdym gospodarstwie domowym. Jednak najbardziej interesującą mnie linią produktów są kosmetyki z Bottega Verde, czyli, tłumacząc na język polski - Zielony Sklep.

Kosmetyki oferowane przez Bottega Verde produkowane są we Włoszech i producent stawia przede wszystkim na odpowiedni skład, co przekłada się również na cenę, która mimo faktu, że jest nieco wyższa niż standardowych produktów z katalogu, to wydaje się być rozsądna. Do testowania otrzymałam cztery produkty, które wybrałam sobie sama.


Wybrałam dwie oczywistości, czyli szminkę z olejkiem arganowym w odcieniu nr 120576 ORIENTALNY RÓŻ (specjalnie jeszcze nie pokazuję Wam odcienia, zobaczycie wkrótce ;)) oraz lakier do paznokci nr 125834 OTTANIO, który jest pięknym turkusem ze srebrno-błękitnym shimmerem (już nie mogę się doczekać, aż będę miała okazję wysmarować nim swoje paznokcie!). Dodatkowo taki gadżet, który oprócz tego, że wygląda naprawdę pięknie na toaletce, to całkiem przyjemnie pachnie i daje ładny efekt na skórze, czyli zmielona perła.


Dodatkowo wybrałam prasowany puder do twarzy w odcieniu CHIARO DI LUNA - MOONLIGHT. Efekt, jaki daje ten produkt jest naprawdę bardzo przyjemny - jest to taka mieszanka pudru matującego i rozświetlającego, który można spokojnie nakładać na całą twarz, dzięki czemu osiągniemy naprawdę zdrowy wygląd.

Więcej na temat samych kosmetyków napiszę Wam w najbliższym czasie, jak tylko dokładnie je przetestuję i wyrobię sobie na ich temat zdanie. Pierwsze wrażenie jednak jest pozytywne, zwłaszcza jeśli chodzi o szminkę - prezentuje się naprawdę rewelacyjnie! Ale o tym innym razem... A Wy znacie tę markę? Zamawiacie? Co o niej sądzicie?